Tu, u nas, w każdej wsi, jest ten sam chłopiec, bity ministrant – jąkała o ksywce Po-o-mszy, odpowiadający tak na wszystkie pytania, do czternastego roku życia o piłkę, od czternastego o picie,

Tu, u nas, w każdej wsi, jest sterta palet z drewna innych kontynentów, na niej sterta opakowań o przesuniętym areale, do pudeł po grapefruitach z nadrukiem ESWATINI nasi ludzie zbierają ziemniaki na żelazny zapas energii elektrowni Turów,

Tu, u nas, w każdej wsi, czerń podchodzi w skomleniu w coraz bardziej ludzkim pojęciu, jego sylaby ustają się właśnie się jak woda starorzecza, które nie wróci już do nurtu,

Tu, u nas, w każdej wsi ten sam pokraczny, umierający mężczyzna myśli na głos: „Spierdoliłem swój ból, rozmieniłem na nadzieję i nienawiść; teraz stoję nagi przed światem, wszyscy słuchają moich torsji, nikt nie słucha wyznania miłości”,

Tu, u nas, w każdej wsi, w oczach śpiących rośnie miasto,

Tu, u nas, w każdej wsi w oczach zmarłych krzepnie wielkie miasto,

Tu, u nas, w każdej wsi, budzę się naraz w stu majakach, punktowej afazji – z całego imienia pamiętam tylko mur zaprzeczeń i brodzę w poszyciu jak obmyty szkielet,

Tu, u nas, w każdej wsi, mówię jeden: Jestem rolnik polskiego, dojadł mi już ten kawałek ziemi, od którego sczerniały mi usta, to z nich czasem i mnie słychać, jak żuję berberys, kalinę i głóg, i pluję pestkami z ołowiu: czarne – czarne – czerwone,

Tu, u nas, w każdej wsi, drżę o nas, trzymam nam miejsce, jest dojście od i do końca, zbiega się bez butów w sierpień ze skulonych w nożach saren, w luty rzek żyrujących wiośnie święta,

Tu, u nas, w każdej wsi, smutek już umarł, pochowany w ortalionie, w jego gwiazdach stało, że na pogrzeb zejdą pilarze doczepić do trumny kontrasygnatę, posypali się prędzej, jeszcze jeden żyje, bez nóg i pamięci, z Leśniewskiego – Crohna, znowu tyskie gronie z przerywanej szczyny bierze za ostatni pilnik,

Tu, u nas, w każdej wsi, od kukurydzy sam kościół wyższy, od kościoła wyższy plebanii płot,

Tu, u nas, w każdej wsi, z rzucanych pod piec kalendarzy wyczytujemy przyszłość, to wystarcza na nadzieję i wieczność jako nowy tryb czasownika,

Tu, u nas, w każdej wsi, non stop księżyc stoi na przeciwmgielnych światłach, wycinamy mu na kolanach katalizator, szlifujemy znamiona,

Tu, u nas, w każdej wsi, lokujemy pionowy transparent PROGI PARAPETY EKSHUMACJE, BRUK,

Tu, u nas, w każdej wsi, nie wiedząc o sobie ni bełkoczemy, ni szepczemy wszyscy: Trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt roków za rokiem co do dnia za dniem, patrzę na ludzi jak na przecinki w tekście, żeby wreszcie dostrzec tekst.
 
 
[tekst napisany na zamówienie Muzeum Współczesnego Wrocław]