Słowa i rzeczy – gdzieś pomiędzy tymi dwoma terminami sytuuje się to co nazywamy wystawą. Pokazujemy przedmioty aby o nich opowiedzieć. Co stanie się jednak jeśli przyjmiemy, że obie czynności mają jeszcze inne funkcje, a to co nazywamy wystawą rozgrywa się w zupełnie innym miejscu niż galeria? Co dzieje się kiedy gasną światła, a jedyne co jest nam dostępne to ekfraza.
Wykład będzie traktował o perswazji, o muzeum jako miejscu wydarzeniowym, o braku jednej pracy, który niszczy wysiłek wielu miesięcy albo lat oraz pracach, które muszą zaistnieć, bo ich miejsce w danym obszarze jest konieczne, ale ich obecność może być symboliczna. Ale przede wszystkim o potencjale perswazyjnym drzemiącym w wystawie.