Park rozrywki to przestrzeń hiperrealności, w której wyobrażenia zastępują rzeczywistość, a same zyskują realność w granicach wyznaczonych regułami gry/zabawy. Miejsce eksterytorialne, pozbawione przeszłości i związanej z nią tożsamości, w którym kicz przenika się z estetyką surrealizmu. I być może najcelniejszy sposób określenia, czym jest dziś Dolny Śląsk.

Gdy powojenne migracje, związane z nimi dramaty, wykorzenienie i poczucie obcości to, co najwyżej, przyblakłe tło historycznych lub rodzinnych opowieści, których słucha się coraz rzadziej. Tradycję zastąpiła jej inscenizacja, w znacznej mierze uwolniona od ideologicznego zaangażowania, charakterystycznego dla czasu propagandy „ziem odzyskanych”. Miejsce mitologii Dzikiego Zachodu zajęła współcześnie kampania promocyjna „Tajemniczy Dolny Śląsk – nie do opowiedzenia, do zobaczenia”, a w Western City w Karpaczu nie ma dolnośląskich pionierów.

Czy w tej sytuacji spory o bliższą lub dalszą przeszłość Dolnego Śląska mają jeszcze sens? Przeszłość w parku rozrywki może być fascynującą scenografią, elementem strategicznej gry, sposobem budowania atrakcyjności turystycznej regionu. Lecz jeśli tym samym uwalnia się od politycznej manipulacji, to czy ceną nie jest jej unieważnienie? I czy to właśnie unieważnienie przeszłości umożliwia transformację Festung Breslau w Twierdzę Wrocław, do której jako do swoistego emblematu własnej tożsamości odwołują się kibice Śląska? Materiał do tych rozważań stanowią badania nad miejscami pamięci na Dolnym Śląsku, prowadzone w Instytucie Kulturoznawstwa.