Nieodłącznym charakterystycznym elementem Japonii, jak i jej piętnem powodowanym przez położenie geograficzne, są katastrofy naturalne. Historia tego kraju to ciąg następujących systematycznie kataklizmów, które można by długo wymieniać. Wszystko to ukształtowało Japonię i jej mieszkańców – „Stulecia klęsk żywiołowych uczyniły z Japończyków to, kim są dzisiaj: naród posłuszny, wytrzymały i zdyscyplinowany, który podporządkowuje się surowej organizacji społecznej, ponieważ uważa ją za niezbędną”, pisał włoski reporter, dziennikarz i wieloletni korespondent „Der Spiegel” w Azji, Tiziano Terzani.

Wyznaczane przez lokalne władze obszary ewakuacji, stają się miejscami poza czasem, a ich funkcja nabiera wartości i znaczenia w momencie zagrożenia. Jest w nich też dualizm – gwarantują fizyczne bezpieczeństwo, powodując jednocześnie psychiczny niepokój, stając się niejednokrotnie początkiem traumy. Dystans wobec zagrożenia łączy się tam z doświadczeniem potężnego strachu przed utratą (bliskich, domu, dotychczasowego życia). Wyznaczony obszar ewakuacji w obliczu szalejącego żywiołu natury jest minimalnym przyczółkiem ludzkiego porządku. Te dążenie do zachowania ładu staje się również bardzo istotne w przestrzeni zasiedlanej na nowo po przejściu kataklizmu, kiedy chaos zastępowany jest przez organizację nawet najprostszych rzeczy i przedmiotów – „Zamknięta i uczłowieczona przestrzeń staje się miej­scem. W porównaniu z przestrzenią, miejsce jest spo­kojnym centrum ustalonych wartości”, wspomina w swojej rozprawie Przestrzeń i miejsce Yi-Fu Tuan, jeden z prekursorów geografii humanistycznej.

Dokładnie dekadę po wydarzeniach w regionie Tōhoku w 2011 roku – trzęsieniu ziemi, niszczącej fali tsunami i wybuchu elektrowni w Fukushimie, Bartosz Hołoszkiewicz przywołuje traumę tych dni i zabiera nas w bezpieczne miejsce, w wyznaczony obszar ewakuacji.