Gesty artystyczne mają nadane sui generis funkcje symboliczne, dyskursywne lub programowe. Wybrzmiewając, mogą silnie wpływać na przestrzeń społeczną. Intrygujące jednak, że łącząc się ze sztuką, są pierwotnie bezinteresowne i jako takie nie oczekują odpowiedzi – niczego w zamian.

Wystawa Magdaleny Kotkowskiej – łączącej wideo i fotografię – podnosi kwestie współczesnej czytelności szeroko pojętego gestu artystycznego. Raz umotywowanego tradycją i niezwykle spektakularnego, kiedy indziej ograniczonego tylko do rejestracji intymnego kadru wybranego z rzeczywistości.

Artystka – historyk sztuki i fotograf zarazem – jest aktualnie studentką Akademii Sztuk Pięknych w Oslo. Zajmuje się rzeźbą, eksplorując możliwości i semantykę zróżnicowanych materiałów oraz ich wzajemne związki. Interesują ją relacja zasłaniania i odsłaniania, ujawniania struktur o różnej gęstości i wartości znaczeniowej. Tworzy również instalacje przestrzenne – brała m.in. udział w 13. edycji wrocławskiego Survivalu z kompozycją Pluton.

Jak pisze o sobie, interesuje ją niewerbalna notacja rzeczywistości. Funkcję pierwszego narzędzia jej opisu spełnia fotografia. Skierowana na okruchy codzienności, ale i objawiające się w niej fenomeny światła i koloru, staje się nierzadko powodem ironicznego komentarza. I jeszcze jedna sprawa: czy w swojej pracy Kotkowska jest feministką? Spójrzmy nie tylko na to, co pokazuje, ale również jak działa. Czasami bezkompromisowo.