Prace Piotra C. Kowalskiego to kronika natury i inwazyjnej obecności człowieka. Artysta pozwala naturze tworzyć, na przygotowanych wcześniej podobraziach, w ten sposób traktując ją podmiotowo. To ona bowiem zostawia ślady na czystych płótnach – czasem smakowity sok spadających owoców, innym razem zabrudzenia z wody lub ulicy (ślady człowieka).
Wybitny XIX wieczny pejzażysta – John Constable, na odwrocie swoich prac zapisywał, w jakich warunkach pogodowych były one tworzone. Zaznaczał w ten sposób wpływ natury na swoje artystyczne doświadczenie. Piotr C. Kowalski kontynuuję ową emocjonalno-percepcyjną tradycję, ale idzie o krok dalej – odrzuca pędzle i godzi się na całkowitą utratę kontroli. Kowalski mówi o sobie, że jest „artystą, który nie maluje, a obrazy same powstają”.
Na tym przykładzie purysta, mógłby podważać statut artysty – który udziela się w procesie tworzenia w minimalnym stopniu.
Jednocześnie uznajemy pracę klasyków malarstwa, tj. Peter Paul Rubens, który na przełomie XVI i XVII wieku posiadał warsztat, w którym pracowali dla niego inni twórcy. Artysta swoim nazwiskiem podpisał ponad 2 tys. obrazów i około 4 tys. rysunków, co wydaje się niemożliwym osiągnięciem, zwarzywszy na duże formaty jego prac. Okazuje się, że nad pracami (na podstawie szkicu artysty) procowało kilkadziesiąt osób. Uczniowie specjalizowali się w poszczególnych obiektach, a Rubens w końcowej fazie ujednolicał i retuszował całość.
Gdy sztuka zaczęła się przeobrażać w XX wieku, zyskała nowe wielowymiarowe formy, twórcy zaczęli polegać na rzemieślnikach, którzy byli wstanie urzeczywistnić ich wizję. Np. duże projekty metalurgiczne tj. „How It Is” Mirosława Bałki czy „Balonowy pies” Jeffa Koons’a nigdy nie powstałyby, gdyby nie wiedza doświadczonych wytwórców.
O tym, kim jest artysta, malarz i (nie)malarz oraz gdzie na tej skali znajduje się Piotr C. Kowalski, podczas oprowadzania kuratorskiego opowie Sylwia Kościelniak.